Są riderzy, którzy ścigają marzenia. Są tacy, którzy przesuwają granice. I jest Travis Rice – gość, który od lat definiuje, czym jest big mountain snowboarding.
Właśnie pojawił się jego nowy film “Final Boss”, a jeśli lubisz jazdę, od której poci Ci dłonie, to usiądź wygodnie. Tu nie ma scen “filler”, nie ma łatwych linii. Jest Alaska. Jest ryzyko. Jest Travis w swojej najbardziej surowej, czystej formie.
„Travis Rice zna Alaskę jak własną kieszeń i przejechał większość swoich wymarzonych linii… ale Final Boss zawsze był tą jedną, która mu uciekała.”
I to właśnie tę linię Travis odpala w nowym filmie.
W głębi pasma Tordrillos, w prawdziwym big mountain chaosie, dołącza do niego Estelle Pensiero – młoda, utalentowana riderka, która po raz pierwszy jedzie na pełnoprawne alaskańskie rodeo. Jej zjazdy? Totalnie kozackie.
To film, który oglądasz i myślisz: „aha, więc tak wygląda sufit snowboardingu.”
A potem widzisz Estelle i myślisz: „okej, przyszłość też jest bezpieczna.”